piątek, 6 marca, 2026

Partnerzy strategiczni

Ropa, dolar i złoto w czasie wojny – Co grozi światowej gospodarce?

przez Łukasz Paszkiewicz
0 komentarze

Dzisiaj wszystko kręci się wokół konfliktu, a właściwie wojny na Bliskim Wschodzie, dlatego cały materiał poświęcę temu, co się dzieje i jaki ma to wpływ na rynki finansowe. Jest trochę pozytywów i negatywów. Pozytyw – o ile w ogóle można tak powiedzieć z perspektywy rynków finansowych – jest taki, że widać, iż ktoś nad tym rynkiem panuje. Gdyby ktoś zadał pytanie, dlaczego ropa nie jest droższa, dlaczego kosztuje wciąż siedemdziesiąt kilka dolarów za baryłkę, to mogę odpowiedzieć co się stało.

Wczoraj mieliśmy totalny risk‑off na akcjach, mieliśmy też wzrost notowań ropy naftowej, a potem nastąpiła korekta – zarówno na akcjach, jak i na rynku ropy. Pomógł w tym Donald Trump, który uspokoił rynek. Problem polegał na tym, że wielcy ubezpieczyciele, w tym Lloyd’s, którzy ubezpieczają statki, powiedzieli: „OK, wycofujemy się z tych ubezpieczeń. Nie będziemy pokrywać ryzyka, bo jest wojna”. Natomiast Trump ogłosił wczoraj, że skoro prywatni ubezpieczyciele się wycofują, to Stany Zjednoczone przejmują odpowiedzialność ubezpieczyciela dla transportów przez Zatokę Perską i okolice Cieśniny Ormuz.

To spowodowało, że wzrost cen ropy wyhamował, a na rynkach akcyjnych, ale też na rynku walutowym, nastąpiło uspokojenie. W ogóle rynek walutowy mimo oczywistego osłabienia eurodolara, nie zareagował aż tak mocno, jak mógłby. Mogła się pojawić totalna panika. Gdyby Trump nie ogłosił przejęcia tych ubezpieczeń, moglibyśmy dziś rozmawiać o ropie po 100–200 dolarów za baryłkę w scenariuszu silnej eskalacji.

Widać więc, że ktoś nad tym panuje. Tak jak mówiłem w poniedziałek, tuż po wybuchu tej wojny: gdyby nad sytuacją nikt nie panował, od razu mielibyśmy problem z dolarem. To, co zapowiadałem – że dolar naturalnie będzie się umacniał i że może dojść do umocnienia o około 2% względem koszyka – nadal pozostaje aktualne. Gdyby doszło do paniki i pełnego braku kontroli, byłby to jednak początek końca obecnej pozycji dolara, bo wzrost cen ropy naftowej, gazu i innych surowców mocno podbiłby inflację. W Unii Europejskiej widzimy już obawy o kolejny szok inflacyjny; podobne ryzyko dotyczy Stanów Zjednoczonych – mielibyśmy inflację, umocnienie dolara, wymuszoną reakcję Fedu, a potem zapewne osłabienie dolara w dłuższym terminie.

Powiązanie dolara z surowcami jest tutaj kluczowe, również w kontekście złota, o którym za chwilę powiem, oraz innych surowców. Jeżeli pozwolono by na niekontrolowany wzrost cen złota i srebra, miałoby to wpływ również na koniec dominacji dolara. Wbrew pozorom ten konflikt mógłby więc doprowadzić do ogromnych problemów dla Amerykanów. Dlatego Trump po pierwsze będzie dążył do zakończenia tego konfliktu.

Jeśli chodzi o Europę, szok został na razie wyhamowany, ale jeżeli pytają Państwo, jak to dalej pójdzie, odpowiedź brzmi: nie wiemy. Mamy sytuację nadzwyczajną i ciągle negatywną w tym sensie, że wystarczy spojrzeć, dlaczego Europa nie poszła mocniej w górę – właśnie dlatego, że Iran na razie nie atakuje instalacji naftowych.

Iran nie atakuje baz wydobywczych, magazynów, rafinerii. Mógłby to zrobić – gdyby tak się stało, wtedy ropa mogłaby kosztować 200 dolarów za baryłkę. Na razie tego nie robi i to jest ten „pozytyw”. Wczoraj mieliśmy natomiast sytuację ekstremalną, moim zdaniem dość dziwną: policja w Katarze zatrzymała ludzi, którzy okazali się agentami Mossadu, podkładającymi ładunki wybuchowe pod rafinerią… Między innymi doszło do wybuchu w Aramco i okazuje się, że prawdopodobnie stoi za tym Mossad. To kuriozalne, bo wygląda na to, że Arabia Saudyjska i Katar są atakowane nie tylko przez Iran, ale również przez Izrael. Dlatego Arabia Saudyjska wystąpiła do Stanów Zjednoczonych o dodatkową ochronę.

Tego trudno nie uznać za paradoks: z jednej strony Iran mówi „nie atakujemy, nie jesteśmy za to odpowiedzialni”, z drugiej – jeżeli Iran faktycznie zaatakowałby instalacje ropy naftowej, mielibyśmy kompletnie niekontrolowaną reakcję rynku i wspomnianą ropę po 100–200 dolarów. Dziś tak się nie dzieje, dlatego ropa kosztuje wciąż siedemdziesiąt kilka dolarów, i w tym sensie doszukuję się w tej sytuacji elementu pozytywnego.

Dziwi mnie też relatywnie słaba reakcja rynku walutowego. Mamy dziś sytuację, w której eurodolar po ustanowieniu rocznego dołka wczoraj odbił na dość dużym wolumenie, a dzisiaj zaczynamy od lekkich wzrostów na parze dolar–jen. Wypowiedzi premiera Japonii i ministra finansów, że „uważnie patrzą na notowania jena”, mogą sugerować, że na dolar–jenie wczoraj uformował się podwójny szczyt, a rynek przygotowuje się do umocnienia jena, co byłoby bardzo ciekawe z perspektywy trwającego konfliktu. Jen jest walutą bezpieczną, ale patrząc na cross dolar–jen, ostatnio to dolar był postrzegany jako bardziej bezpieczny. Wczoraj doszło jednak do pewnego „rozejścia”: dolar–jen i euro–jen zwykle podążają razem, tymczasem jen umocnił się wobec euro, a dolar jednocześnie umacniał się wobec jena. Dziś – moim zdaniem – powoli opanowujemy sytuację; jeśli nie pojawią się negatywne informacje, rynki powinny się dalej uspokajać.

Podobnie wczoraj mieliśmy silny risk‑off na akcjach – na Nikkei zjechaliśmy chwilowo poniżej minus 6%, a potem nastroje nieco się poprawiły, choć trzeba pamiętać, że rynek akcji może rządzić się swoimi prawami, a rynek walutowy swoimi. Wczoraj pojawiła się także duża korekta na złocie i srebrze, co z punktu widzenia całego konfliktu uważam za pozytywne dla rynków.

Dlaczego? Bo gdyby złoto zachowywało się „podręcznikowo” i w takiej sytuacji geopolitycznej tylko się umacniało, przy już obecnie bardzo wysokich poziomach cen złota i srebra mielibyśmy ogromny problem – zarówno dla giełd, jak i szeroko rozumianego rynku kruszców. Zobaczymy, jak dalej będzie rozwijał się ten konflikt, bo dochodzi jeszcze kwestia mocarstw. W pierwszej fazie wzrost cen ropy jest korzystny dla Rosji, ale w dłuższym terminie trzeba pamiętać, że został zaatakowany sojusznik Rosji.

Jeżeli Rosja ogranicza się jedynie do oświadczeń i protestów dyplomatycznych, oznacza to, że w gruncie rzeczy jest słaba. Nie może angażować się teraz głęboko w konflikt wokół Iranu, skoro od kilku lat jest mocno zaangażowana w wojnę na Ukrainie. W pierwszym „rzucie” jest to dla niej pozytywne – bo ceny ropy rosną – ale strukturalnie sytuacja staje się dla niej coraz trudniejsza.

Co więcej, Unia Europejska poprosiła Ukrainę, żeby przetransportowała do Europy trochę ropy i gazu z kierunku rosyjskiego. Po latach embarga nagle okazuje się, że „kiedy trwoga, to do… starego dostawcy”, bo surowiec jednak jest potrzebny. Węgry otrzymały wczoraj dostawy surowca ropociągiem znad Uralu. To pokazuje, jak wielka to rozgrywka geopolityczna, ale także jak wygląda realna walka o to, kto ma „rządzić” w globalnej rozgrywce energetycznej.

Bardzo ciekawa jest również sytuacja w samej Unii Europejskiej i w poszczególnych państwach. Wczoraj na początku kryzysu premier Wielkiej Brytanii, Keir Starmer, nie zgodził się na wykorzystanie brytyjskich baz przez Amerykanów, ale gdy Iran zaatakował bazę brytyjską na Cyprze, dopiero wtedy wyraził zgodę, co Trump uznał za najpoważniejszy zgrzyt w relacjach brytyjsko‑amerykańskich od lat. To jest wyraźnie negatywne dla premiera Wielkiej Brytanii. Trump stwierdził też, że nie będzie „handlował” z Hiszpanami, skoro Hiszpania nie pomaga i nie chce udostępnić swoich baz.

Sensacyjna była również informacja, że kanclerz Merz spotkał się z Trumpem i poparł go w opinii, że z Hiszpanami nie należy handlować, tylko trzeba ich zmusić, by więcej przeznaczali na NATO i na zbrojenia. Tego jeszcze w Europie nie widzieliśmy – sytuacji, w której kanclerz Niemiec jest tak wymagający i tak otwarcie zgadza się z Donaldem Trumpem. To duży zwrot i może oznaczać, że w Unii Europejskiej rzeczywiście nastąpi powrót do bardziej pragmatycznej polityki energetycznej: Niemcy już de facto wrócili do gazu, tak jak zapowiadałem, za chwilę może się okazać, że gaz jest znowu „dobry” i „ekologiczny”, a za moment nawet węgiel będzie „ekologiczny”. Powrót do realiów jednak wymaga czasu.

Geopolityka zmienia więc myślenie decydentów. Na razie wygląda to tak, że czekamy na rozwój wydarzeń. Jeżeli nie pojawią się negatywne scenariusze, nastąpi uspokojenie, ale pamiętajcie, że rynek jest trudny. Tak jak dolar umacniał się do euro, tak jak Europa otworzyła się z luką spadkową, tak samo szybko kierunek może się odwrócić. Tak jak akcje mocno spadły w trybie risk‑off, tak samo może przyjść nagły risk‑on, jeśli napłyną dobre informacje.

Sytuację uważam za bardzo trudną do przewidzenia, bo prawdopodobnie konieczne będzie jakieś porozumienie. Moim zdaniem będzie bardzo trudno „pokonać” Iran. Wystarczy przypomnieć Irak: wtedy ściągnięto kilkaset tysięcy żołnierzy, około 800 tysięcy Amerykanów drogą lądową. Było to ogromnie kosztowne, zginęło wielu żołnierzy, a Irak jest mniejszy od Iranu. W związku z tym bez ewentualnej inwazji lądowej Iran jest niezwykle trudny do zdobycia, bo tamtejszy reżim trzyma się wciąż dość mocno.

Za kilka dni będziemy mieli wybór nowego ajatollaha i zobaczymy, kto obejmie władzę. Trudno mi to dziś przewidzieć. Podobnie jak prezydent Trump zakładam jednak, że konflikt musi się zakończyć w perspektywie mniej więcej miesiąca, bo inaczej problem będzie globalny. W jaki sposób się zakończy – to dopiero zobaczymy. Sytuacja nie jest prosta. Mam tylko nadzieję, że jeśli nie ucierpi infrastruktura wydobywcza, to ceny surowców pozostaną mniej więcej opanowane.

Może Ci się również podobać

Zostaw komentarz