Rządowy projekt ustawy o rynku kryptoaktywów wywołał w Polsce burzliwą debatę. Dokument ma wdrożyć do polskiego prawa unijne rozporządzenie MiCA (Markets in Crypto-Assets), które w całej Unii Europejskiej wprowadza jednolite zasady dotyczące emisji i obrotu cyfrowymi aktywami.
Projekt ustawy został przyjęty przez rząd pod koniec czerwca 2025 roku, a w lipcu trafił do Sejmu. Odbyło się pierwsze czytanie, dokument odrzucono w pierwotnym kształcie i skierowano do dalszych prac w komisji. To właśnie tam rozpoczęła się najgorętsza część dyskusji – nad szczegółami rozwiązań, które mogą przesądzić o przyszłości całej branży.
Po co ta ustawa?
Ustawa ma kluczowe znaczenie, bo bez niej Polska nie będzie mogła w pełni stosować regulacji MiCA. Rozporządzenie wymaga od państw członkowskich wskazania organu nadzorującego, określenia procedur licencyjnych oraz wprowadzenia systemu sankcji wobec podmiotów działających poza prawem. Innymi słowy – to fundament, który ma uporządkować rynek i nadać mu jasne ramy prawne.
Brak takich przepisów sprawiłby, że Polska pozostałaby jednym z nielicznych państw w Europie bez krajowych regulacji, co mogłoby zniechęcić inwestorów i osłabić pozycję całego rynku. To jednak, jakie rozwiązania ostatecznie znajdą się w ustawie, zdecyduje, czy nowe prawo będzie impulsem rozwojowym, czy barierą dla innowacji.
Kontrowersyjna poprawka o karze więzienia
Najwięcej dyskusji wywołała poprawka zgłoszona w trakcie prac komisji. Przewiduje ona, że prowadzenie działalności związanej z kryptoaktywami bez wymaganej licencji mogłoby skutkować karą pozbawienia wolności nawet do pięciu lat.
Zwolennicy argumentują, że tak surowa sankcja jest konieczna, aby odstraszyć oszustów i uporządkować rynek. Przeciwnicy obawiają się jednak, że przepisy uderzą głównie w mniejsze podmioty, które nie będą w stanie ponieść kosztów uzyskania licencji, i tym samym zahamują rozwój innowacji w Polsce. Podnoszą także, że wprowadzanie sankcji karnych w takiej formie nie przystaje do standardów państwa prawa – zamiast budować zaufanie i stabilne warunki dla biznesu, może stworzyć atmosferę nadmiernej represyjności i zniechęcić do inwestowania w krajowy rynek kryptoaktywów.
Polska na tle Europy
Na tle Unii Europejskiej Polska należy do niewielkiej grupy państw, które do tej pory nie przyjęły własnej ustawy regulującej rynek kryptoaktywów. Większość dużych gospodarek, jak Niemcy czy Francja, już dawno wdrożyła przepisy zgodne z MiCA, zapewniając swoim rynkom większą przejrzystość i bezpieczeństwo.
„Nie chodzi o to, aby państwo promowało kryptowaluty, ale żeby stworzyło uczciwe, przejrzyste zasady gry. Warto zauważyć, że dziś jedynie pięć państw w całej Unii, w tym Polska, nie ma jeszcze krajowej ustawy dotyczącej rynku kryptoaktywów. Czy to oznacza, że cała reszta – od Niemiec, po Francję – postawiła na złą kartę? Raczej trudno przyjąć takie założenie” – komentuje Jakub Bartoszek, prezes sieci kantorów kryptowalut Cashify.
Rynek wysyła jasne sygnały
Nowe przepisy pojawiają się w momencie, gdy polskie spółki coraz śmielej angażują się w świat kryptoaktywów. Coraz częściej traktują Bitcoina jako część strategii finansowej, a nie wyłącznie ciekawostkę. Przykładem jest Ice Code Games, które ogłosiło niedawno zakup Bitcoina do firmowego skarbca.
„Zarządy spółek pytają dziś o konkretne rozwiązania: jak bezpiecznie przechowywać aktywa, jak raportować je w sprawozdaniach, jak pogodzić innowację z wymogami compliance. Jeszcze dwa lata temu takich pytań nie było. Dzisiaj to realna potrzeba, która pokazuje, że strategiczne rezerwy w Bitcoinie przestają być abstrakcją w Polsce” – zauważa Bartoszek.
Sygnały płynące z biznesu pokazują jasno, że cyfrowe aktywa stają się elementem realnej strategii finansowej firm. Dlatego nie można już dłużej działać opieszale – brak odpowiednich regulacji i rzetelnej edukacji sprawia, że rynek rozwija się szybciej niż państwo, które zamiast wspierać go mądrymi rozwiązaniami, ryzykuje utratą zaufania inwestorów.
Edukacja zamiast straszenia
Problemem nie jest tylko opóźnianie prac nad ustawą, ale również wybór organu nadzorującego. Zgodnie z projektem to Komisja Nadzoru Finansowego ma odpowiadać za kontrolę rynku kryptoaktywów. KNF od lat prowadzi jednak działania komunikacyjne, które często nie tyle ostrzegają, co wręcz zniechęcają do korzystania z kryptowalut. Krytycy zwracają uwagę, że takie podejście – oparte na kampaniach straszących ryzykiem – nie sprzyja budowie zaufania ani edukacji uczestników rynku. Brak równowagi między ostrzeganiem a rzetelnym informowaniem może utrudnić rozwój innowacji w Polsce i umocnić przekonanie, że państwo z góry dyskredytuje nowe technologie finansowe.
Dlatego tak istotne jest, by równolegle z regulacjami pojawiły się programy edukacyjne – zarówno dla przedsiębiorców, jak i dla indywidualnych inwestorów. Rzetelna wiedza o sposobach bezpiecznego korzystania z kryptoaktywów, przejrzyste wytyczne oraz praktyczne wskazówki dotyczące ryzyka mogłyby realnie chronić uczestników rynku i budować zaufanie, zamiast je podkopywać.
Co dalej z ustawą?
Projekt ustawy o rynku kryptoaktywów jest wciąż na etapie prac parlamentarnych i jego ostateczny kształt nie jest przesądzony. Przed komisjami i parlamentem kolejne debaty, które zdecydują, czy kontrowersyjna poprawka dotycząca kary więzienia wejdzie w życie.
Przyszłość rynku zależy od tego, czy Polska wdroży rozwiązania proporcjonalne i przyjazne innowacjom. Dobrze skonstruowana ustawa może zapewnić większe bezpieczeństwo, przejrzystość i zaufanie, na czym skorzystają zarówno inwestorzy, jak i przedsiębiorcy. Zbyt restrykcyjne podejście mogłoby jednak zdusić rozwój jednej z najbardziej przyszłościowych branż i zepchnąć Polskę na margines europejskiego rynku kryptoaktywów. Coraz częściej pojawiają się też głosy ekspertów, że projekt w obecnym kształcie nie ma szans na skuteczne funkcjonowanie. Według niektórych ustawa powinna zostać napisana całkowicie od nowa, tak by faktycznie odpowiadała potrzebom rynku i spełniała cele unijnych regulacji.