czwartek, 30 kwietnia, 2026

Partnerzy strategiczni

Jak geopolityka uderzy w waluty i giełdy w 2026? – UE vs Rosja, Chiny i USA

przez Łukasz Paszkiewicz
0 komentarze

Dzisiaj dwa kluczowe tematy: Unia Europejska versus Rosja, Chiny, Stany Zjednoczone i przede wszystkim w tle konflikt w Iranie. Drugi temat to rynek walutowy i gospodarka. Jesteśmy w trakcie posiedzeń banków centralnych, jesteśmy po posiedzeniu Banku Japonii, teraz mamy Fed. Jak to wszystko wpłynie na waluty w drugiej części roku?

Geopolityczna rozgrywka Europy – z kim gramy?

Zastanawiam się, w co gramy jako Europa. Niedawno Unia Europejska chwaliła się kolejnym – już chyba dwudziestym – pakietem sankcji na Rosję, uwzględniła w nim firmy chińskie. Chińczycy bardzo stanowczo się oburzyli. Takiej reakcji chińskiej jeszcze nie było. Czyli mamy Rosję naturalnie przeciwko, teraz Chińczyków. Do tego wszystkiego parę dni temu nasz premier, czyli prezes Rady Ministrów Donald Tusk w wywiadzie dla Financial Times zasugerował, że struktura NATO nie działa. Podważył artykuł 5 i poddawał w wątpliwość to, że Amerykanie będą wywiązywać się z swoich zobowiązań w przypadku ataku Rosji na kraje Unii Europejskiej.

Spójrzmy na to w ten sposób – jeżeli patrzymy na Rosję, obwód Królewiecki – to w tym obwodzie Rosjanie mają najlepiej wyszkoloną armię. Czyli to oznacza, że Rosjanie boją się, że może Unia Europejska zaatakuje obwód królewiecki. Oczywiście nie możemy zapominać o Białorusi, nie możemy zapominać o tym, że jest przesmyk suwalski, że ten przesmyk suwalski jest skrawkiem ziemi strategicznym. W przypadku jakiegokolwiek konfliktu dobrze byłoby ze strony rosyjskiej – w jej interesie byłoby – żeby ten przesmyk suwalski zająć. A więc tu na przeszkodzie stoją kraje bałtyckie: Litwa, Łotwa, Estonia.

W przypadku konfliktu czy ataku Rosji na któryś z tych krajów bałtyckich, tak naprawdę jedynym sojusznikiem, który wywiązuje się zawsze ze swoich zobowiązań, ponieważ ma taką cechę, której brak w większości innych sojuszników – to jest honor – to jest Polska. Czyli ewentualnie Polska wiedziałaby, że należy się odezwać czy zareagować na tego typu ataki, w przeciwieństwie do naszych innych sojuszników, których też znamy z przeszłości, mówię tu o Francuzach czy Niemcach.

Jeżeli rzeczywiście premier ma wiedzę taką, która nie jest powszechnie znana – NATO nie działa – to pytanie jest takie: jaki jest cel ogłaszania tego publicznie? Ponieważ jeżeli tak jest, to taki sygnał jest ewentualną zachętą dla agresora do działań przeciwko krajom natowskim położonym w tym tak zwanym przesmyku suwalskim, czyli krajom bałtyckim.

Z drugiej strony, jeżeli jest taka wiedza, to należałoby chyba uruchomić wszelkie możliwe kanały dyplomatyczne i zwołać jakieś posiedzenie nadzwyczajne NATO lub konsultacje z krajami, naszymi partnerami, sojusznikami, w celu umocnienia czy ewentualnie rozwiania tych wątpliwości.

Natomiast biorąc pod uwagę drugą kwestię, czyli sankcje Unii Europejskiej na Rosję, które uwzględniają firmy chińskie, to żebyśmy nie doszli do pytania: z kim my jako Europa chcemy grać razem? Bo mamy tak naprawdę trójkę hegemonów. Jeżeli mówimy, że Unia Europejska też ma znaczenie to czterech graczy: Unia Europejska, Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny. Z kim my jesteśmy? Bo jako Unia Europejska na pewno jesteśmy przeciwko Rosji i Chinom, bo na nie nakładamy sankcje. Jeżeli jesteśmy też przeciwko Amerykanom czy sceptyczni, można powiedzieć, do nich. To czy nie doprowadzimy do sytuacji, w której z uwagi na konflikt w Iranie – który Iran też jest bardziej zaprzyjaźniony z Rosją i z Chinami niż ze Stanami Zjednoczonymi – w przypadku utrzymywania konfliktów w Zatoce Perskiej mamy problem z energetyką, bo Unia Europejska jest importerem tych źródeł energii, czyli gazu i ropy naftowej. Jeżeli teraz Rosjanie poprzez Kazachstan – a wiemy, że płynie gaz z Kazachstanu i ropa naftowa, każdy o tym wie, że to jest rosyjska ropa, rosyjski gaz, ale z uwagi na poprawność polityczną mówimy, że to jest z Kazachstanu – jeżeli Rosjanie przykręcą kurki tych kazachskich surowców, to wtedy Niemcy, patrz – Unia Europejska – będą miały problem z energetyką. To jest pierwsza rzecz.

Druga rzecz: jeżeli Unia uderza w Chiny, to Chiny też mogą przestać dostarczać Unii Europejskiej półprzewodniki, półprodukty, różnego rodzaju metale ziem rzadkich itd.. Tu mamy kolejny problem. Jeżeli doszłoby wówczas do konfliktu, a Amerykanie zostaliby neutralni, to Unia ma jeszcze kolejny problem i rozsypujemy się. W związku z tym zacznijmy myśleć, z kim my gramy, bo ta struktura geopolityki jest zgoła inna niż była po wojnie.

Przestarzałe myślenie polityczne – czas na aktualizację

Mam wrażenie, że u nas politycy w Polsce mają jakieś oprogramowanie wgrane w mózgi, które już nie jest tą wersją oprogramowania, która powinna być wgrana. To znaczy, że na szachownicy świata czy geopolityki już wiele się zmieniło i my tego po prostu nie przepracowaliśmy. Bo tak samo Stany Zjednoczone już nie są tymi Stanami Zjednoczonymi, które były podczas II wojny światowej, gdzie były głównym producentem uzbrojenia na cały świat i hegemonem. Chińczycy – już nie mamy tej epoki, gdzie w latach 80. Chińczycy chyba mieli mniejsze PKB niż Polska i była garść ryżu i po krzyżu, a produkt chiński kojarzył się z tandetą. Tylko dzisiaj to już jest zupełnie inne państwo o innych zdolnościach produkcyjnych, przemysłowych i cywilizacyjnych. I pewnie Rosja też już jest inna niż kiedyś, są inne potrzeby. W związku z tym trzeba się zastanowić nad zmianą tego oprogramowania.

Skrajne prognozy

Jeżeli spojrzymy na konflikt irański, to zwróćcie Państwo uwagę, że dziwne są zachowania rynku – jeszcze konflikt nie ustał, a jest taka dziwna nadzieja, euforia na giełdach, a de facto nic się nie zdarzyło. Nawet się dzieje gorzej, bo konflikt dalej trwa, Cieśnina Ormuz dalej jest zablokowana, bo dalej trwają negocjacje, bo dalej obie strony uważają się za wygranych tego konfliktu. I tak jak ropy nie było, tak nie ma.

Oczywiście waluty w miarę dzielnie się trzymają, ale tak rozchwianych analityków nie widziałem jeszcze, jeśli chodzi na przykład o przewidywanie euro-dolara.
Jedni zakładają, że euro będzie rosło, zakłady są w przeważającej mierze na to, że euro-dolar będzie rósł. Zresztą nie ma tej korekty, która normalnie przy tego typu konflikcie powinna być – euro dalej się trzyma, dolar jest słaby.

Dzisiaj czytałem taką analizę, że jeżeli Ormuz będzie zablokowany a z Iranem będzie dalej trwał konflikt – ceny ropy będą szły do góry, tak jak idą od paru dni. Wtedy może dojść do sytuacji zmiany podejścia analityków, które wpisuje się w długoterminowy trend spadkowy na euro-dolarze, który sięga od 2008 roku, gdzie euro-dolar był na poziomie 1,60. W związku z tym tak skrajne są dzisiaj przewidywania.

Bank Japonii i perspektywy rynków – ostrzeżenia przed jesienią

Wracając do konkretów, natchnęło mnie ostatnio posiedzenie banków – Banku Japonii i to, co członkowie, gubernatorzy tego banku głosem 6 do 3 zostawili stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Natomiast ta trójka to jest wyraźny sygnał jastrzębi, czyli można się spodziewać na najbliższych posiedzeniach, w czerwcu, podwyżki stóp procentowych w Japonii. Dlatego, że Japończycy zauważyli to, co też ja mówiłem, że końcówka roku, ostatni kwartał może być problematyczny. Problem może być już od września dlatego, że dopiero w wynikach spółek wyjdą efekty tego konfliktu, dopiero nam się pojawią.

I tak też wynika z tego, co mówi Bank of Japan: sytuacja na Bliskim Wschodzie, ceny ropy mogą powodować szoki podażowe w Japonii i przewidują, że mogą ograniczyć wzrost gospodarczy i pogorszyć wyniki finansowe spółek. Ale to dopiero będzie widoczne właśnie w okresie powakacyjnym. Jesteśmy w trudnym okresie, nie byłbym pewny, czy to nie jest – nie chcę powiedzieć, że końcówka – ale uważam, że to nie jest koniec tego, co nas czeka najgorszego, dlatego, że ten konflikt będzie widoczny, i Bank of Japan to widzi.

Na USD/JPY mamy sytuację taką, że po posiedzeniu Banku Japonii, mimo jastrzębiego tonu dolar-jen dalej tam puka gdzieś do poziomu 160. Natomiast jest to poziom psychologicznej bariery, ponieważ nad tym poziomem mogą nastąpić interwencje Banku Japonii – będziemy mieli zjazd w dół. W związku z tym to będzie tych inwestorów, spekulantów trochę hamowało – ryzyko interwencji – szczególnie że przedstawiciele Ministerstwa Finansów, Banku Japonii mówią, że oni są w stanie zareagować w ciągu 24 godzin, jeżeli kurs będzie rósł zbyt gwałtownie. Działają też w porozumieniu z Amerykanami, a już mieliśmy sytuację taką, że jakiś czas temu była informacja, że po prostu jeden z banków federalnych w Stanach odpytywał o kurs jena, a to oznaczało, że szykują się do interwencji. Ta informacja poszła w rynek i mieliśmy 2–3 dni potężnego zjazdu w dół.

W związku z tym jest mocniej jastrzębia polityka, a to oznacza, że będziemy mieli pierwsze podwyżki stóp już wśród banków centralnych, tych pierwszoligowych. To będzie słaby sygnał dla rynku akcyjnego, a może być lepszy sygnał dla rynku obligacyjnego. U nas, co prawda, w marcu były duże odpływy z funduszy obligacyjnych, a normalnie książkowo powinno być odwrotnie, bo przecież jest konflikt. A tu się okazuje, że rynek trochę inaczej reaguje. Natomiast ja uważam, że po tej korekcie marcowej mogą być lepsze perspektywy rynku obligacyjnego.

Giełda Warszawska zaskoczyła pozytywnie bardzo, bo w tym konflikcie w ogóle praktycznie nie było korekty. Ale u nas w WIG-u 20 dominują banki, jeżeli będzie podwyższona inflacja – a będzie – to będzie im to sprzyjało, bo nie będzie realizacji silnych obniżek. A jeszcze, kto wie, może te stopy z punktu widzenia banków się utrzymają, to im poprawi rentowność.

I tak to na dzień dzisiejszy wygląda. Życzę Państwu miłego, długiego weekendu.

Może Ci się również podobać

Zostaw komentarz