Czy Twoja firma transportowa naprawdę zarabia tyle, ile pokazuje faktura frachtowa? W wielu przypadkach odpowiedź brzmi: nie. Problem nie tkwi w kierowcach ani w stawkach – lecz w miejscu, które wielu przewoźników traktuje jak „czystą formalność”: wymianie walut. Spread bankowy, czyli różnica między kursem kupna a sprzedaży, może po cichu pochłaniać znaczną część marży Twojej floty.
Marża w TSL – kilka groszy decyduje o zysku
W branży TSL faktyczna marża netto często wynosi zaledwie 2-5%. Kilka groszy na kursie euro może przesądzić o tym, czy kontrakt jest opłacalny. Standardowy bankowy spread nie jest drobnym kosztem technicznym – to systematyczny wyciek środków, który miesiąc po miesiącu zjada wypracowany zysk.
Transport działa w prostym modelu:
- przychody w euro (faktury frachtowe od zagranicznych kontrahentów),
- koszty stałe w złotówkach (wynagrodzenia, ZUS, podatki, administracja),
- koszty zmienne w walutach obcych (leasingi, opłaty drogowe, serwisy, diety).
Każda faktura w euro prędzej czy później musi zostać przewalutowana. I właśnie w tym momencie powstaje koszt, którego często nie widać w żadnym raporcie.
Spread walutowy – ile naprawdę tracisz?
Załóżmy, że Twoja firma obsługuje 10 pojazdów, a średni miesięczny obrót z frachtów wynosi 120 000 euro. Różnica między kursem bankowym a kursem dostępnym na wyspecjalizowanej platformie wymiany walut to zaledwie 0,03 zł na euro.
Wydaje się niewiele, prawda? W praktyce przy miesięcznym obrocie 120 000 euro oznacza to stratę około 3 600 zł tylko na przewalutowaniu. W skali roku – aż 43 200 zł. To nie są koszty operacyjne, które widać w kalkulacjach trasy czy zestawieniach paliwa. To pieniądze, które mogłyby zasilić leasing, paliwo, serwis floty lub bufor płynnościowy.
Dlaczego koszty walutowe są ignorowane?
Koszt spreadu walutowego jest ukryty: rozproszony po kilka groszy na transakcję, niewidoczny w fakturach, zaszyty w kursie wymiany. Na wyciągu bankowym nie znajdziesz pozycji typu „koszt spreadu: 3 600 zł”. Zamiast tego widzisz tylko kurs z tabeli banku, co sprawia, że łatwo przeoczyć rzeczywisty koszt.
Dodatkowo sektor TSL działa 24/7, a banki nie. W weekendy i święta kursy są zamrażane, spready rosną, a przelewy księgowane są dopiero w dni robocze. Efekt? Ryzyko operacyjne, brak środków na kartach paliwowych i konieczność kosztownego przewalutowania w krytycznych momentach.
Jak ograniczyć straty walutowe w firmie transportowej
Nie trzeba wprowadzać hedgingu ani skomplikowanych instrumentów finansowych, aby zmniejszyć koszty walutowe. Wystarczą podstawowe zasady:
- oddziel rachunki walutowe od złotowych,
- wymieniaj środki tylko wtedy, gdy faktycznie są potrzebne,
- planuj potrzeby walutowe pod leasingi, opłaty i wynagrodzenia,
- porównuj spready różnych dostawców, zamiast korzystać wyłącznie z kursu bankowego,
- traktuj kurs walutowy jako koszt operacyjny, a nie neutralny parametr.
Dzięki tym prostym działaniom można odzyskać część marży, która dotychczas „zostawała w banku”, i zwiększyć płynność finansową firmy.
Marża nie znika sama – czas działać
W TSL każdy grosz ma dziś znaczenie. Jeśli walczysz o centy na kilometrze, negocjujesz każdą stawkę i liczysz każdy litr paliwa, a jednocześnie oddajesz tysiące złotych rocznie na kursie, problem leży nie w rynku, lecz w procesie.
Spread walutowy to jeden z nielicznych kosztów, który można ograniczyć szybko, legalnie i bez wpływu na operacje. Wprowadź kilka prostych zmian i popraw swoją marżę – bez ryzyka i kosztownych inwestycji.